Samochodem marzeń zawsze pozostanie dla mnie Renault Dauphine. Marzeniem ściętej głowy, bo już chyba niedostępnym, a kiedyś dostępnym jak najbardziej, na wyciągnięcie ręki. Spotkałem się z tym samochodem przez przypadek. Jadąc rowerem, przez jedna z wsi spotkałem ten samochód u kogoś na ogródku. Miał wybite szyby, a w środku kury miały swoja skrytkę. Wyglądało to strasznie. Tak traktować zabytek. Podjechałem zapytać się czy samochód jest na sprzedaż. Dowiedziałem się, ze oczywiście. Zastanawiałem się musze powiedziec za długo. Pojechałem tam tydzień później. Po Renault Dauphine nie było śladu. Ktoś je kupił. Żałuje, chciałem mieć ten samochód. Dlatego teraz jest moim marzeniem. Może nie brązowy, jak tamten, ale równie ładny jak on. Bo trzeba przyznać, że nie ma dzisiaj takich samochodów, które można określić: tak brzydki, że az ładny.